![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
trompson bloguje...2011-04-02 23:13:14W chorym ciele chory duch Astralne ciało już dawno krząta się po domu, zrobiło zakupy a obecnie wykonuje czynności związane z utrzymaniem gosoidarstwa domowego; podczas gdy ciało fizyczne leży w łóżku, jest ciągle zmęczone, w oczach mu się dwoi a w głowie zawraca. I ono nie chce wstawać, bo jest stare, obolałe, z dusznościami, bolami, lękami, rozregulowane i rozkoordynowane. To jest ciało zużyte, ono się wybiera do przeglądu i swojej naiwności ma nadzieję usłyszeć słowa zarezerwowane dla ciał niestarych i w pełni sprawnych. skomentuj (3) 2011-04-02 00:43:19 Kota ma ruję -Grrr grrrrrr? M mgrrr... rrr... mrrr? mrr?...grrr grr grrr.. mrrgrr grrr mmmy? -Mgmgrrrr! Grrrmrrr! Cisza. Słychać tylko bulgot coli w butelce. -Grrrrm? Mmgrrrrr! Grrrrr! Rrrrr... rrr,grrr,rrr,rrrrr mgrrrr? Suka jest gorsza od tego chuja z wiertarką udarową piętro wyzej. /z kuchni/ -Grrrrauu! Miaaaauuuu uuu grrgrgrgrrraauuu /Juz jest na łóżku/ -cwierk, ćwierk, mrrru, grrrr, mrrryrryrry mmmy (otrząsa się) -Grrr rrr rrrrr grrrr r rr r gr grrrrri drrrrr -Mrrgrrrrdy trr grrrr m m m mgr mgr grr grrrrrr mgrrrrr mrrrr rr rr rr rrrr Zamilkła. Uff, jak błogo. Słychać tylko wentylator komputera. I podejrzane szurania z kuchni. Oby to nie była..O zgrozo! -Grrr mgrrrr rrr rr rrr rrrauuu! Mgrrr! Nie nadążam zapisywać. -Mggrrrr grr grrr... mrrraaaauuuuuu aaauuuu uuuuu grrrauu... cdn. skomentuj (0) 2009-08-16 21:11:17 Tytuł nie może być pusty. Oto, co znalazłem po odsunięciu łóżka: - tekturkę - srebrny, plastikowy długopis z napisem "Nicorette" - 10 pustych pudełek po zapałkach - 17 pełnytch - świeczkę - podgrzewacz - papierową chusteczkę - strzykawkę - ołówek Koh-i-noor 3R - żółta, dużą zapalniczke - szafirową, małą zapalniczkę - 18 orzechów Po odsunięciu łóżka o jeszcze pół metra, ukazały się: - 3 orzechy - 4 łupiny poorzechowe - 4 kasztany (2006?) - papieros "Chesterfield" - wydruk z wagi elektronicznej (75kg/1,86m 05-09-2008) - metka "Krzesło drewniane składane model SVEN" - folia aluminiowa (tzw. sreberko) - blister po tabletkach na zgagę - 2 żabki do firanek - 3 zapałki z czerwonymi łebkami - 5 z zielonymi - 2 kawałki pianki montażowej - skuwka do długopisu niebieska - maoam o smaku truskawki - maoam o smaku maliny - 4 bursztyny - przycisk od niewiadomoczego z napisem DC3 - 3 zł 93 gr - tabletka z napisem NL2 - termometr - breloczek do kluczy / latarka - z napisem "SHURE - twoje brzmienie" skomentuj (3) 2008-07-27 19:05:33 Someday... Tak długo myślałem o tym, co mam do napisania, że nic dzisiaj nie napiszę. skomentuj (3) 2006-05-24 23:27:11 Fast Car Trompsony umieszczają poniżej tekst piosenki, a dobrzy ludzie spróbują ją przetłumaczyć. Na polski. Uwaga - na polski!. Można przetłumaczyć jedna zwrotkę, można przetłumaczyć wers, można też całość. Nagrodą będzie nagroda. A oto słowa wspomnianej piosenki: _______________________ Artist: Tracy Chapman Song: Fast Car You got a fast car I want a ticket to anywhere Maybe we make a deal Maybe together we can get somewhere Anyplace is better Starting from zero got nothing to lose Maybe we'll make something But me myself I got nothing to prove You got a fast car And I got a plan to get us out of here I been working at the convenience store Managed to save just a little bit of money We won't have to drive too far Just 'cross the border and into the city You and I can both get jobs And finally see what it means to be living You see my old man's got a problem He live with the bottle that's the way it is He says his body's too old for working I say his body's too young to look like his My mama went off and left him She wanted more from life than he could give I said somebody's got to take care of him So I quit school and that's what I did You got a fast car But is it fast enough so we can fly away We gotta make a decision We leave tonight or live and die this way I remember we were driving driving in your car The speed so fast I felt like I was drunk City lights lay out before us And your arm felt nice wrapped 'round my shoulder And I had a feeling that I belonged And I had a feeling I could be someone, be someone, be someone You got a fast car And we go cruising to entertain ourselves You still ain't got a job And I work in a market as a checkout girl I know things will get better You'll find work and I'll get promoted We'll move out of the shelter Buy a big house and live in the suburbs You got a fast car And I got a job that pays all our bills You stay out drinking late at the bar See more of your friends than you do of your kids I'd always hoped for better Thought maybe together you and me would find it I got no plans I ain't going nowhere So take your fast car and keep on driving You got a fast car But is it fast enough so you can fly away You gotta make a decision You leave tonight or live and die this way skomentuj (12) 2006-03-30 17:49:41 Lem umarł Człowiek pospieszny ery posamochodowej Kobieta taboreta Cegła z gwiazd Kosmita talerzowy łagodny Więcej... skomentuj (2) 2006-01-26 20:35:18 Se wziął i umarł bezczelnie Jan Twardowski (Jan od Biedronki) Bałem się, oczy słabną --- nie będę mógł czytać pamięć tracę --- pisać nie potrafię drżałem jak obora którą wiatr kołysze --- Bóg zapłać Panie Boże bo podał mi łapę pies co książek nie czyta i wierszy nie pisze ### Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem o swym panu myśli i rwie się do niego na dwóch łapach czeka pan dla niego podwórzem łąką lasem domem oczami za nim biegnie i tęskni ogonem pocałuj go w łapę bo uczy jak na Boga czekać więcej skomentuj (5) 2005-10-16 11:44:10 Król, królowa, małpa, sowa. Będzie! Będzie o wakacjach wszystko napisane. Proszę się nie niecierpliwić, gdyż to do druku idzie przez kolaudację wydawcy! Albo jakoś tak. Więc nareście proszę o cierpliwość, gdyż wszystko zostanie wyłożone dokładnie - jak było nad morzem... i wszystkie inne tajemnice też. Np. "A co z Kotem?". Paralelnie zostaną wyjaśnione tajemnice muszelek, pekaesu, gdyni, lisiego jaru, piwa przez słomkę... no, oczywiście sprawa chmur też będzie poruszona. I o anglikach, fasolce po bretońsku, malutkich cebulkach. I o krótkim życiu biedronek. Bedzie też nawiązanie do teraźniejszości - o szeroko pojętej jesieni, zwłaszcza w kontekscie umierania. Tym bardziej, że dziś wolna niedziela - dzień odpoczynku, który niech się święci. Poza tym wzmiankować będziemy o pożyciu Prezydenckiej Pary. A propos wyborów - jeśli ktoś jest niezdecydowany, proszę śmiało dopisywać jako kandydata "trompson.blog.pl". Program mój znacie, a jeśli nie, to nieważne - chcę dobrze dla wszystkich. Wasz Trompson. skomentuj (9) 2005-10-09 00:56:34 Nowy Dokument Supertekstowy (2).txt Windows. Straciłem dwie godziny na instalowanie zwyczajnej karty sieciowej w komputerze z w95. Polegało to na instalowaniu/odinstalowywaniu sterowników i przekładaniu karty na kolejne sloty. Po dwóch godzinach jedna z kombinacji okazała się trafna. Drugi komputer - klawiatura via usb na w98. Ni huja. Trzy godziny. Klawiatura po zapięciu do komputera nie działa, ale za to wywołuje serię niefortunnych zdarzeń, np. potrójne zainstalowanie koncentratora usb, przy czym żaden z nich nie działa. Program do obsługi klawiatury działa bezbłędnie. Ale sama klawiatura nie huja. Porty usb przestają działać. Vivat windows oraz inne stany (w tym chińska republika ludowa). Chinom Ludowym cześć i chwała za klawiaturę i sterowniki. Piwo Old keg (do nabycia w sklepach sieci PLUS) ma zapach kocich szczyn. Jak ktoś był w piwnicy, albo ma kota, albo jak pił piwo Old keg, to wie. Odbiegając od tematu... Jak ktoś ma kota, to mu naprawdę współczuję rzewnie. A jakby ktoś wypił tyle wódki na bazie ananasa i spirytusu, co ja dzisiaj, to by nic nie napisał... a ja pisze ! Chłopak normalnie ze mnie, że wypisz wymaluj etc... Aaale - nawet nie ma co gadać! I do rany przyłóż, i do tańca, i do różańca. A co ! Nawet wymiotowałem dzisiaj, a co ? Ale mówią mi dobrzy ludzie - "tejk it izi men", albo "normalnie, drajw, wiesz o co chodzi?" A ja normalnie nie wiem. I nie wstydzę się swej niewiedzy. "I powiedział to, i odszedł, albowiem nie wiedział, o co im się rozchodzi." Maryla - to imię dziewczyny albo kwiat. Maryla z obuwniczego się do mnie dowala. Trzy razy dziennie /emphase/ - "Ach, Tomeczku..." I głaskanie po przedramieniu. Kobieta-świergot. Kobieta-ważka. Kobieta-ptak i motyl. Kobieta-mucha, jak klucha. Cukier żre. Już kiedyś do obuwniczego poszedłem i powiedziałem, że mam chłopaka, nie dziewczynę (tzn. że bardziej taki pedał jestem). Ale one tylko zachichotały. Jak taki fajny chłopak może być pedałem ? - "Ale ten Tomuś wariat jest, że naprawdę!" Dziś w sklepie miały miejsce trzy poważne zdarzenia. Przyszły dwie panie i się zapytały, ile kosztuje wiolonczella. "Na huj im ta wiedza?" - pomyślałem. Jednocześnie, paralelnie, w mgnieniuoka wyobraziłem sobie wiolączellę i uznawszy, że jest co najmniej 5 razy większa od skrzypiec, odparłem: - "Dwa i pół tysiąca za chińską, trzy i pół za czeską" Zrobiło to poniekąd wrażenie na klijętkach, gdyż momętalnie pokryły się bladością. Oblało mję przyjemne ciepło. - "Alem przyjebał" - pomyślałem w myślach radośnie. Klijętki, po pierwszym wstrząsie, dochodząc do rozumu, spróbowały rozpaczliwie jeszcze raz: - "To ile, powiada pan, będzie kosztowała wiolanczęla?" Nie zrażony powtórzyłem swą kwestię, mnożąc tym razem przez dwa. - "Pięć tysięcy za chińską, od siedmiu za czeską". Z tyłu doszedł mję odłos poparcia od kolegi T.W. Lotnik. Niedoszłe kliętki, jakby rażone piorunem, zaczęsły się w posadach. Pojęły bowiem, iż dostęp do uprawiania wysublimowanej sztuki wiolączelowej nie jest bynajmniej tanim. - "Bo to dla córki. Ona już i na pianinie gra, i na flecie, i na gitarze basowej" Nie zważając na wtręt klijętki o niezwykłości jej dziecka, odparłem: - "Zapraszam panie serdecznie w poniedziałek, gdyż wtedy będę miał możliwość negocjacji ceny z dystrybutorem. Możliwe, że uda się zejść z ceny. Oto moja wizytówka. Czy zechcą panie zostawić symboliczne 100 zł tytułęm zaliczki na wzmiankowany instrument?" - "Nie omieszkamy pojawić się we wtorek, gdyż dziś jesteśmy jedynie na rekonesąsie." - "Zatem nie zatrzymuję pań dłużej, życząc miłego popołudnia" - odpieram pogodnie. Młoda, rozpromieniona kobieta, wieszając się na ramieniu swojego mężczyzny i patrząc na gitary: - "Ile kosztuje obój" W okamgnieniu, bez patrzenia w cennik, odpowiadam: - "Nie wiem" Muchy jak kluchy. Latają, siadają, startują, krążą, rozmnażają się i srają. W ramie szeroko podjętej akcji ratowania dziedzictwa narodowego przed obsraniem, lataniem, siadaniem, startowaniem, krążeniem i rozmnażaniem się, miała dziś miejsce "zarówno na sklepie, jak i na magazynie oraz przyległych pomieszczeniach gospodarczych, do których zalicza się wc i aneks kuchenny", bezpardonowa eksterminacja much. Ja pracowalem rozpylaczem(odświeżacz powietrza 'sandał')+zapalniczka. Kolega Marcin bił muchy zwojem bardzo ważnych dokumentów. tomek (13:29:05) wszystkie zdolne do lotu usunięte. roger. marcin (13:29:17) zrozumiałem, bez odbioru skomentuj (7) 2005-09-29 21:28:49 Etykieta zastępcza Notka zastępcza. skomentuj (1) 2005-07-14 23:54:13 everywhere you go, always take the wheather with you jedziemy z kotami do jastrzębiej góry. nad morze. Chociaż można by to zakomunikować inaczej - Para Prezydencka Jedzie Do Jastrzębiej Góry! Tak, czy inaczej, zabieramy ze sobą łeder i mnóstwo niepotrzebnych rzeczy w postaci fasolki bo bretonsku, zupek w proszku, ryżu w torebkach, kąpielówek, które wedle zalecenia Kota mam sobie kupić... i chyba tzw. klapek, ktore tez musze zakupić. Ale nic - jedziemy razem nad morze i zabieramy ze sobą słońce - na wypadek, gdyby go tam nie było. Cieszę się jak jaki gupi. skomentuj (8) 2005-07-10 22:57:21 My, Trompsony, Król Świersców, Wielki Xiąże Swojego Świata i Czasem Mały Xiąże Waszego Świata, Prezes Ligii Polskich Rodzin Homoseksualnych, oświadczamy, iż Kandydujemy Na Prezydenta. Naszym celem jest: 1 - zapakowanie w estetyczne worki z polietylenu aktywistów z LPR-u, Młodzieży Wszechpolskiej oraz innych, zorganizowanych i niezorganizowanych bojowników: "o >>czystość<<", "o >>świętość<<", o "jak tak można", o "do czego to doprowadzi?", o "dzisiaj legalizacja związków homoseksualnych, a jutro adopcja dzieci" 2 - zapakowanie w estetyczne worki z polietylenu żłobów komunikujących opinii publicznej za pośrednictwem mediów, że "homoseksualiści nie są w stanie stworzyć trwałego związku, gdyż dotknięci są promiskuityzmem" 3 - zapakowanie w estetyczne worki z polietylenu osób, które używają eufemizmu "homoseksualiści >>kochają inaczej<<" 4 - zapakowanie w estetyczny worek z polietylenu Świętego Pawła razem z jego ewangelią 5 - wypierdolenie w/w worków w kierunku Galaktyki Miłosierdzia 6 - nieustające modły w intencji przyjęcia worków przez rezydentów Galaktyki Miłosierdzia 7 - nieustające modły w intencji przyjęcia worków przez rezydentów Innej Galaktyki, w razie, gdyby Galaktyka Miłosierdzia oddaliła worki 8 - nieustające modły za worki 9 - ne wadomo 10 - tajemnica Dziewiątka jest sprawą otwartą - Trompsony czekają na propozycje. skomentuj (10) 2005-07-07 23:26:58 Do wód! Nad morze. Opalać się. Kąpać razem z meduzami, glonami i Kotem. Nurkować i krztusić się słono-gorzką wodą. Tarzać w piasku. Kopać w piasku doły a później je zasypywać. Zbierać muszelki. Brodzić. Łazić po plaży. Nie w żadnym kurorcie - wystarczy fajna, piaszczysta plaża i nieśmierdzące morze. Taki jest plan. Ale... pomóżcie - mamy niewiele pieniędzy, a chcemy się wyrwać chociaż na tydzień. Jeśli znacie fajną plażę + tanie noclegi z raz dziennie czynnym prysznicem i dostępem do kuchni, to dajcie znać. Chodzi o konkrety. Od dwóch dni szukam po internecie i znajduję tylko "bungalow'y" 160zl/doba, albo miejsca na rozbicie namiotu 15zl/doba. skomentuj (4) 2005-06-19 02:53:58 Leży na glosniku malpka zupelnie bezwladnie. To moja ukochana malpka z dziecinstwa. Leży, bo ją tam położyłem. Właśnie ją zauważyłem, wziąłem i pocałowałem. Trochę jej brakuje trocin w głowie. Miała wiele operacji. Ma niezdarne niciane szwy na klatce piersiowej i, nie pamiętam tego, ale chyba kiedyś odleciała jej głowa, bo ma też szwy na szyi. Biorę ją dzisiaj do łóżka i będę jej opowiadał bajki. skomentuj (8) 2005-05-23 02:08:03 Nawrócenie pani od rysunków. Kiedy chodziłem do szkoły, to Mama musiała za mnie odrabiać prace domowe z rysunków, gdyż byłem dzieckiem z upośledzeniem plastycznym. Pani notorycznie niedowierzała zapewnieniom, ze to moje prace. Ale apogeum niedowierzania osiągnęła, gdy przyniosłem rysunek "Śmigus-dyngus w moim domu". Obraz przedstawiał walkę na śmigusowym froncie, czyli - po prawej trójkę dzieci przyczajonych za szafą z tzw. psikawkami oraz smoczkami rozdętymi wodą do wielkości arbuza, po lewej - Joannę D'Arc z butelką po śmietanie atakującą nasze pozycje (Mama). Na drugim planie Tata ujęty w długim skoku z wersalki. Po chwili milczenia Pani spytała - "Naprawdę tak wygląda śmigus-dyngus u was?" "No pewnie" - odparłem dumnie. Stała i stała przy tym rysunku. I uwierzyła. Albowiem wierzymy w rzeczy piękne. skomentuj (7) 2005-05-03 23:05:36 Kobieta w futerale do waltorni. Natchniony nowym, powalającym na kolana zarządzeniem prezesa dotyczącym obowiązku liczenia "klientów wchodzących do sklepu" i "klientów kupujących", w okamgnieniu utworzyłem na sklepowym komputerze 'Nowy obiekt Dokument tekstowy.txt' w celu prowadzenia notatek służbowych. Na wspomnianą okoliczność, w trybie natychmiastowym utworzyliśmy tajną komórkę inwigilacyjną i przyjęliśmy pseudonimy: ja - TW "Zapalniczka", kolega M. - "Lotnik", kolega R. - "Wikary". Oto materiały operacjne. # Wiosna się panoszy. Dowody: wszystko zielone i jestem przeziębiony. # Nie mogę odnaleźć cytrynowych wafli, co mnie dekoncentruje i odciąga od pracy. Nic, tylko te wafle i wafle. W dodatku nie lubię wafli, co mnie dodatkowo wkurwia. No i bedzie w tej Polsce dobrze, jak każdy ino szuka wafli czy innego badziewia, miast koncentrować się na robocie ? # Mam w domu internet! Koty sfinansowały. Ogólnie znany jest fakt, że Koty są kochane. Ale żeby aż tak ? # W domu rodzinnym Kotów gości Babcia. Pani Babcia podpytuje wnuka, dlaczego nie ma dziewczyny. Wnuk coś kręci, wije się jak ten koci piskorz. Pani Babcia energicznie wkracza w życie osobiste Rafała, wznosząc do Pana Boga płomienną modłę "o dziewczynę". Mam nadzieją, że Bóg w tej sprawie jest "chwilowo niedostępny" :) # Dziękuję Wam, Czytelnicy, za miłe słowa. Każde z Was otrzymuje 100 punktów. A dziewczyna, która zamiast uczyć się o tożsamościach trygonometrycznych zakochuje się, trzymając w dodatku transparent, na którym rozpina kolejny transparent z napisem "M-ha", otrzymuje dodatkowe 100... albo nie - 200 punktów! ... Ponieważ jestem trochę próżny, daję Wam wszystkim jeszcze po 50 punktów. I tak, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, kończę, łącząc_wyrazy, Trompson skomentuj (5) 2005-04-13 11:06:12 Trompsonu, my tu tylko śpiewamy. Za siedmioma przedpokojami, za siedmioma łazienkami, za siedmioma wannami... Uwięzione wraz z dziesiątką innych w stojącym obok terrariów z pająkami plastikowym pudełku, po brawurowej ucieczce ze straszliwego "Pokoju Obok", dwa świerszcze znajdują schronienie w łazience. Pod wanną zbiegłe świerszcze ukrywają się już od miesiąca. Na początku nikt się nie zorientował... chociaż... teraz przypominam sobie niezwykłe ożywienie wśród moli, które latając całymi chmarami po mieszkaniu alarmowały: "sfersce! sfersce som w azence! tromson, w azence!" Ale kto by słuchał moli? Myślałem, że bredzą - jak zwykle, bo pewnie zamiast poczciwej, zdrowej wełny zjadły plastikową torebkę. Ale... Pewnego dnia stoję w kuchni i słyszę cykanie. Zamieram. Co to ? Licznik gazowy się zaciął? Płyta w odtwarzaczu? Próbuję sobie przypomnieć, czy mam w domu licznik Geigera. Chyba nie mam. W takim razie co tak cyka? Sąsiedzi z dołu? Nie. Monitor? Telefon? Czy wyłączyłem żelazko!? Bomba?! To BOMBA cyka! Kurwa, zaraz wylecę w powietrze! GDZIE JEST BOMBA??? W kanale wentylacjnym? Szafa w przedpokoju? Łazienka! Wyrywam drzwi z futryny. Zapalam światło. Cisza. Omiatam wzrokiem łazienkę. Pralka. Wanna. Lusterko. Kratka wentylacjna. Jeszcze raz pralka. Wiaderko. Mop. Sedes. Wszystko znajome. Normalne. Słyszę jak wali mi serce. Mały krok do przodu. Podłoga! Przestaję oddychać. Z podłogi patrzą na mnie dwie pary oczu. Dwie małe bomby na sześciu łapach. Wszechświat zamiera w bezruchu. Po chwili osłupienia mniejsza bomba emituje nieśmiało kilka próbnych cyknięć. "Popsuta. Może nie wybuchnie?". Bomba znów cyka, tym razem głośniej i dłużej. I gapi się na mnie. Próbuję coś powiedzieć, ale bomby czmychają pod wannę i stamtąd wycykują: "Cccc-cyk-ccyk cyk-cyk", czyli "Trompsonu, my tu tylko śpiewamy". A potem odważniej: "Cyk-cyk-cyk-cyk cyk-cyk cyk-cyk-cyk-cyk-cyk!", czyli "Uwolnić świerszcze!" oraz "Cccc-cyk-ccyk cyk-cyk cyk-cyk-cyk cyk-cyk-cyk-cyk!", czyli "Trompson, dawaj banana!" Obłaskawione bananem i kawałkiem jabłka rezygnują z nawoływania do rebelii. W zamian otrzymują zezwolenie na śpiewanie od godziny 16-tej do 2 w nocy. Wykonują przeważnie piosenki o miłości, ale czasem (zwłasza wtedy, kiedy są najedzone) śpiewają hymny pochwalne na moją cześć. W wolnych chwilach ćwiczą cykanie synchroniczne lub bawią się w "odkręcanie wody", "zalewanie robaka", "molową fontannę", czyli po prostu - topią mole w wodzie. skomentuj (6) 2005-03-14 13:47:51 Kuchnia W sobotę sprzątaliśmy kuchnie. Ale po co mam o tym pisać, skoro Kaśka już o tym napisała na swoim blogu --> Co za idiota wymyslił brud??!!??!! skomentuj (4) 2005-02-28 13:25:13 Let's unite tonite jeszcze raz juz o tym pisałem - ale dzisiaj znów tego słucham, i wiem, że nie trzeba być Bachem albo jakimś innym Czajkowskim, zeby napisać kołysankę dla Kota i Miśka (trudno, niech się stanie - jestem nazywany Miśkiem - chociaż nie jest mi z tym lekko) [na szczęście tylko Koty mogą tak do mnie mówić /:]. No i Koty mają jeszcze przywilej - przed orgazmem mogą do mnie mówić "******* kochany" - a to mi się akurat podoba. Żeby napisać kołysankę dla Miśka i Kota, to trzeba się nazywać Bjork. Nie widziałem jej nigdy w moim mieście, w wieżowcu, na siódmym piętrze, w mieszkaniu nr 90. Więc i ona nie widziała, jak razem jemy kolację, jak czasem się kąpiemy, a czasem - jak nam się nie chce - to się nie kąpiemy... nie widziała też, jak Kot pokazuje mi obrazki zwierząt, którym muszę użyczać głosu. R: - "A co to jest?" T:(głosem łuskowatego stwora) - "Trompson... zobac, jake uski mam !" R: (czeka) T: - "A po cóż ci te łuski?" cisza: 10 sekund T: wzruszając ramionami w geście bezsilności i naśladując uśmiech niezbyt rozgarniętego, łuskowatego stworzenia, mówi: "... - Ne wadomo." To najprostszy wariant rozmowy z obrazkami zwierząt, ale Kotom wystarcza, żeby śmiać się do rozpuku. A zaraz potem pokazują mi innego glonojada albo sarnę śmigłorogą. Jemy, gadamy, oglądamy telewizję. Tomek: Rafał, weź no już przełącz na coś innego, bo się porzygam. Rafał: (cisza) Tomek: (cisza) Cisza: (cisza) Tomek: (przewraca się na łóżku, ale tak, żeby było słychać) Rafał: (cisza) Cisza: (przewraca się na łóżku, ale tak, żeby było słychać) Rafał: (przełącza po kolei programy, wybiera najbardziej beznadziejny) TV: (robi swoje) 10 sekund: (robi swoje) Tomek: (płaczliwie) Eno... weź no, Rafał. Rafał: (swoim Kocim tonem:) "Nooo cooo ?!" Wkurwienie: (narasta) Cisza: (przestraszona, wycofuje się na 10 sekund) Tomek: (błagalnie) Eno... weź no, Rafał. Rafał: (przełącza po kolei programy, wybiera najbardziej beznadziejny, czyli swój ulubiony) OK, trochę przydługo o tv - bo przecież miało być o let's unite tonite. Często zdarza się, że w trakcie gadania i oglądania tv przestajemy gadać i oglądać tv. To zdarza się ot tak, po prostu. Czasem wystarczy, że pocałuję go w szyję albo pogłaskam po głowie. A innym razem wystarczy, że on spojrzy mi w oczy. Wtedy gadanie, jedzenie, ważne wydarzenia, katastrofy, powicie siedmioraczków w Chinach, afera paliwowa, niezapłacone rachunki, zjebana pralka, świadomość, że kiedyś się umrze, zazdrość o Carla Hartwicka (czyli erotycznego Kociego idola) stają się tak mało istotne... Może i nie poznałem wszystkich uroków życia, nie wygrałem 14 mln zł w totolotka, ale i tak wiem swoje - Kochanie Się z Ukochaną Osobą jest Najbardziej Urokliwym Urokiem Życia. .... Później szukam papierosów, Rafał mówi: "nie pal!", ja się wkurwiam, bo nie mogę ich znaleźć, Kot mi je znajduje (bo on wszystko wie), potem idziemy umyć zęby, któryś z nas wyłącza komputerotelewizor, rozbieramy się, ja kładę się do łóżka, zapalam papierosa i czytam 'wprost' albo co mi tam wpadnie w ręce. Kot staje wtedy przed balkonowym oknem i modli się. Wtedy ja przestaję czytać i zaciągać się dymem. .... "Błe, śmierdzisz! Mam wrażenie, jakbym się całował z popielniczką" "Głupi jesteś" "Masz przestać palić" "No dobra" - odzywam się, jak w moim mniemaniu powinna odezwać się skruszona bida. "I masz nie pić" Cisza: (5 sekund) "Rafał, ale czasem lubię się napić" "Gówno mnie to obchodzi!" Cisza: (5 sekund) "No dobra, nie będę" /Następuje obopólne zatulenie/ Cisza: onieśmielona, oddala się, ponieważ następuje sekwencją jęków, monosylab, zaklęć, głośnego wypowiadania imion i.t.d. /kurtyna/ Żeby wiedzieć, co dzieje się w mieszkaniu nr 90 na siódmym piętrze, niekoniecznie trzeba tam być - wystarczy nazywać się Bjork i napisać piosenkę "Unison". A "Unison" znaczy po angielsku "let's unite tonite". A po polsku: Rafał i Tomek. skomentuj (5) 2005-02-16 14:25:00 Płomienne wyznanie Płomiennie wyznaję, że jest w moim życiu Ktoś, o kim myślę dniem, a czasem i nocą (jeśli jest bezsenna, albo jeśli obiekt mojego płomiennego wyznania leży obok mnie). Czasem boję się, że swoją płomienność okazuję zbyt płomiennie... a czasem myślę, że nie starcza mi płomienia i generuję zaledwie nędzne iskierki. Zresztą, jakie tam one nędzne - są piękne, migotliwe i urokliwe. I w dodatku mówią mu: "zobacz, śmiejemy się do Ciebie, patrz jak błyszczymy i lecimy do góry - tylko po to, żebyś się nami zachwycił, bo nie mamy inego powodu do lecenia w górę - gdyby nie Ty, dogorywałybyśmy sobie wygodnie na palenisku płomiennego wyznania". I jest bezpiecznie. Ale za chwilę, w mojej głowie: - coś zawieje (np. wiatr) - i coś pierdolnie (np. piorun) I wtedy MUSZĘ Mu Płomiennie wyznawać, że jest kimś, o kim myślę dniem, a czasem i nocą. Robię to, mimo obawy, że swoją płomienność okazuje nazbyt płomiennie... i że On może się tym zwyczajnie zakrztusić. A następnie zwymiotować. Niestety, chwilowo nie potrafię generować bezpiecznych, migających i urokliwych iskierek. Ale Trompsony już tak mają :) A Wy - jacy jesteście? skomentuj (5) 2005-02-16 14:24:00 Człowiek chce... Każdy człowiek chce... no właśnie, czego człowiek chce ? Zastanawiam się nad tym od kilku minut - czego człowiek chce od momentu narodzin do śmierci. Jeśli macie ochotę napisać, że każdy człowiek chce w międzyczasie się wysikać albo zrobić kupę, albo przynajmniej złapać w ciągu swojego krótkiego życia jeden oddech, to też dobrze... ale co jeszcze? Ja chciałbym: wynaleźć lekarstwo na raka, mieć okazję porozmawiać ze swoimi nieżyjącymi rodzicami, kochać Kota do końca życia i być przezeń kochanym nie krócej, unicestwić sąsiada, który napierdala młotkiem od 8 rano w ramach tzw. chałupnictwa, i nie być hujem, który potrafi miesiącami nie dzwonić do Cioci Dziuni... A czego Wy chcecie? skomentuj (3) 2005-02-02 11:40:51 Purest gold... mimo wszystko. Dziś znów jest wieczór. Ot, taki hujowy, zimowy, wieczorowy wieczór. Nawet nie wiem, czy widać na niebie gwiazdy. Zresztą, Huj Dziś z Gwiazdami, jeśli nie mam ich z kim wypatrywać. Tak, czy inaczej - Wieczór Jest. Ciemno, głucho i samotno. Tylko sąsiad piętro wyżej napierdala wiertarką po ścianach. Mój Boże, gdybym ja miał wiertarkę, też wierciłbym dziury w ścianach i nie musiałbym tworzyć "Nowy obiekt Dokument tekstowy.txt". A tak, to walę w klawiaturę komputera, która, choć nie całkiem sprawna, jest jakąś namiastką wiertarki tzn. mogę czymś zająć ręce i część mózgu. Wiem, że ten hujowy, zimowy, wieczorowy wieczór mógłbm (no, i znowu 'y' nie działa/nie wspominając ospacji/)... więc ten, tego, co to ja chciałem napisać... a! Więc dziś znów jest wieczór. Taki hujowy, zimowy, wieczorowy wieczór. Coraz mocniej czuję, że szkoda czasu na wyżej wspomniane hujowe, zimowe, wieczorowe wieczory. Chociaż pewnie, jeśli mógłbym uczestniczyć w nich wtedy, kiedy mnie już nie będzie, to pewnie tęskniłbym za takimi hujowymi, zimowymi, wieczorowymi wieczorami. Ale teraz - po prostu wypełniam "Nowy obiekt Dokument tekstowy.txt" literami. I głupio mi, że nie zaskoczę Was niczym niezwykłym. Chociaż... zara, chwileczkię. Dziś czytałem, ze rozpoczął się był proces Majkela Jacksona, któren oskarżon jest o seksualne molestowanie trzynastoletniego chłopca chorego na raka. Ale zara, gdzie jest Marcin Wrona ze swoim programem "Pod napięciem" ??? Moim zdaniem to jest news godny wyżej wspomnianego. Za poprzednią aferę związaną ze "spaniem w jednym łóżku z chłopcem" Jackson zapłacił 20 mln $. Jackson moim zdaniem jest jebnięty - prostuje sobie włos, wybiela cerę i utrzymuje, że jest Peter Pan... ale przecież nie robi niczego więcej, niż czytelniczki "Pani Domu". Kremy, ujędrnianie biustu czy twarzy, prostowanie włosów... jego sprawa. Załóżmy, że lubi młodych chłopców w wieku boy2man. Więc bez jaj - jeśli ja miałbym tyle pieniędzy, ile Jackson, to mógłbym z legionem chłopców, pomijając prawo, robić to, na co mam ochotę. Po prostu moi ludzie zadbaliby o wszystko. Czy w kontekście tego, co wyżej napisałem, M.Jackson jest idiotą? No chyba tak. Bo ma następną sprawę o molestowanie nieletnich. A może jednak, zupełnie przypadkowo, M.J. nie jest idiotą ? Może tylko ktoś próbuje przekonać ludzi, że jest M.J. jest kompletnym, absolutnym idiotą? Jeśli chodzi o mnie - kolejny wał próbuje szarpnąć kasę od milio/miliardera. "Not guilty" - tak głosowałyby Trompsony z amerykańskiej ławy przysięgłych. A poza tym, to "L as 'the Lips are open" (czyli N jak Nie ma Kota) No i ciągle JEST WIECZÓR. /......../ Czy na pewno umiescic "Nowy obiekt Dokument tekstowy.txt" w koszu? Tak Albo nie! Puściłbym Wam coś, ale nie mogę, bo mnie pozwą do sądów za molestowanie. Chciałem, żebyście usłyszeli, jak mój idol Prince, NPG oraz Kate Bush opowiadają, że dziś znów jest hujowy, zimowy wieczór... Ale, wobec w/wspomnianych faktów - kto ciekawy, niech sam poszuka: Why Should I Love You.mp3 P.s. Teraz wszystko jest "grey as the ghost", ale to normalne - trochę ma się te wahnięcia nastrojów, nie ? :) /czytelnik/ - Co on pierdoli ? /Tr./ - The Red As A Sacred Heart /czytelnik/ - ?!~ /Tr./ - The "L" as "The Lips Are Open" /czytelnik/ - A, to w porządku... dobranoc trompsońcu. /Tr./ - Dobranoc czytelniku. skomentuj (7) 2005-01-13 10:07:40 W pokoju obok... Pająk. Ogromny! Półtora metra długości + ponad drugie tyle łapy. To daje jakieś 3,5 metra od łapy do łapy. Żywi się ćwierciami wieprzowymi, które wrzucam mu przez specjalnie wyrżnięty w drzwiach otwór. Poćwiartowane wieprzki dostarcza co drugi dzień Ogromny Kot - jakieś 1,80 metra od łba do ziemi. Po prostu dzwoni do drzwi, rzuca beztrosko "hej hej", a następnie z równą beztroską rzuca mi pod nogi zakrwawiony świński zezwłok. Ja, rozglądając się rozpaczliwie, czy aby sąsiedzi nie widzą tej makabrycznej sceny, rzucam się do kuchni po kij zakończony hakiem, żeby przeciągnąć świńską ćwierć, oczywiście zostawiając przy tym krwawy ślad prowadzący wprost do mojego mieszkania. Ale co tam ślad... pająk już wściekle wali w ściany, już ryczy. Całe piętro wie, że nastąpiła godzina karmienia. Zewsząd słychać płacz dzieci, lamenty niewiast i odgłosy przesuwania ciężkich mebli w kierunku drzwi. W pokoju obok... Pająk. Ogromny! Pięć centmetrów długości + ponad drugie tyle łapy. To daje jakieś 12 cm od łapy do łapy. Żywi się świerszczami, które wrzuca mu się przez wysuwaną szybkę w terrarium. Świerszcze dostarcza co drugi dzień Kot. Po prostu dzwoni do drzwi, rzuca beztrosko "hej hej", a następnie idzie sprawdzić, czy pająk raczył coś zjeść. Ja, rozglądając się rozpaczliwie, czy aby sąsiedzi nie widzą, że pająk nic nie zjadł, rzucam się do kuchni po kij zakończony hakiem, żeby przeciągnąć po korytarzu nasączoną roztworem nadmanganianu potasu ścierkę, oczywiście zostawiając przy tym krwawy ślad prowadzący wprost do mojego mieszkania. Ale co tam ślad... już wściekle walę w ściany, już ryczę. Całe piętro myśli, że nastąpiła godzina karmienia. Zewsząd słychać płacz dzieci, lamenty niewiast i odgłosy przesuwania ciężkich mebli w kierunku drzwi. W pokoju obok... Pająk. Ogromny! Pięć centmetrów długości + ponad drugie tyle łapy. To daje jakieś 12 cm od łapy do łapy. Zrobił sobie domek. Nie chce jeść świerszczy. Siedzi sobie w tym domku. Zaczynam lubić bestię. skomentuj (5) 2004-11-13 14:44:21 Orion, czyli ziemskie przygody kosmicznego psa. Trompson siedzi na rurze przed sklepem (jak zwykle) i pali papierosa (jak zwykle). Tęskni za kimś, z kim mógłby pogadać o Bachu, DAW'ach (Digital Audio Workstationz), Mc Coy Tajnerze, wspolczesnych wykonawcach gospela albo przynajmniej o ciężkiej pracy przy przenoszeniu instrumentów typu Rhodes Mark II. Trompson jest beznadziejnie smutny i znudzony - zero klientów albo nawet ćwierćklientów (czyli ludzi, którzy przychodzą do sklepu tylko po to, żeby popychać pierdoły). Kompletny marazm. Aż Tu Nagle.... Do Trompsona dobiega pies - wącha go, wykonuje zalizkę. Trompson odwdzięcza się zagłaskaniem i zaprzytuleniem. Pies leci dalej. Trompson gwiżdże. Piesowiec wraca do Trompsona. Następuje obopólna zalizka. T. wprowadza piesa do sklepu, komunikuje swoim kolegom, że właśnie znalazł psa i udaje się do sklepu mięsnego w celu nabycia prowiantu (skrawki wędlin - 7zł/kg). Bierze na próbę pół kilo. Piesowiec połyka wędlinę w ciągu 30 sekund. Trompson udaje się ponownie do sklepu i nabywa 2 szkielety kurczęce. Szkielety znikają w ciągu 30 sekund. Trompson nerwowo przełyka ślinę. Liczy z niepokojem pieniądze. OK, wystarczy na kurczaka. Pies dostanie szkielet, skrzydełka, szyję, a reszta będzie dla Trompsona i Kota. W międzyczasie Beata (siostra kolegi z pracy), powiadomiona o wydarzeniu, dokonuje zakupu granulatu dla psów (czapi czy coś takiego). ORION ignoruje czapi:( Niedobrze. Lubi tylko surowe mięso. Robert generuje ogłoszenie: ZNALEZIONO PSA MARKI WILCZUR, CZARNY, PODPALANY, WIEK OK. ROKU. INFORMACJA W SKLEPIE. Trompson dzwoni do schroniska dla zwierzów - podaje informację, że czarny, podpalany owczarek niemiecki w wieku ~ jednego roku czeka na swojego kochanego właściciela. Mijają trzy dni. Orion mieszka u Trompsona. Dlaczego? Może jeszcze nie wiecie, ale Trompson uwielbia psy. Zwłaszcza duże i trochę głupkowate. Kolega Pawła - Gabryś vel Bawół (a Paweł vel Pusia to młodszy brat Trompsona) przymierza się do zaadoptowania piesa. Kupuje kolczatkę i smycz. Po spacerze z Orionem wymięka. "Ma dużo pracy w terenie i przeważnie nie ma go w domu" OK. Do Trompsona przyjeżdżają Koty. Trompson wmawia Kotom, że Orion je uwielbia:) A tak naprawdę, to niczego nie musi Kotu wmawiać, bo pies NAPRAWDĘ go uwielbia. Nie odstępuje go na krok. Nic, tylko Koty i Koty. Mogę go sobie wołać. Kot się uczy, a pies waruje przy jego nogach! Ja też bym tak chciał! W międzyczasie odwiedza mnie moja ukochana bratanica Kasia ze swym byłym chłopakiem. Sebastian chciałby mieć psa. Prezentuj się Orion! Postaw uszy. Orionek skacze na Sebastiana - polubił go. Ale Sebastian musi przekonać rodziców. Chociaż twierdzi, że cała rzecz dokona się metodą faktów dokonanych. Dalej. W między-międzyczasie okazuje się, że Kocia Mama chętnie obejrzy ORIONA i: - jeśli będzie grzeczny - będzie jadł to, co mu da (np. kaszanka) to go zaakceptuje i piesowiec może będzie mógł zostać w domu mojego chłopaka. A przed chwilą dowiedziałem się, że pies się zesikał u nich w domu! Kyrie Elejson!!! W dodatku nie chce jeść kaszanki, ugryzł kota (takiego kociego, prawdziwego kota) w tylne zawieszenie, szczeka na ludzi układających papę (chyba) na dachu (chyba) i piszczy do psów sąsiadów (piszczy, znaczy ma wielką ochotę na zabawkę z psami). Zobaczymy, jak będzie dalej. A dlaczego ORION ? Podbiega wilczur i robi Trompsońcowi zalizanie. Morda śliczna, czarna, oczy bursztynowe, język cerwony, ogon napuszony. Sierść zimowa i sznurek na szyi. Po tym sznurku widać, że ktoś (jakaś kurwa ludzka?) postanowiła się piesa pozbyć. A pies tego debila szuka. Ale po drodze spotyka Trompsona. A od czego jest Trompson? Tropmpson jest od tego, żeby psa przygarnąć, zatulić i nadać mu imię (Orion). A potem łazić z nim dwie godziny w okolicach śródmieścia, żeby znalazł swój dom. Bezskutecznie. A l e d l a c z e g o O R I O N ? ? ? Bo Trompson miał sen. Że znajduje psa i nadaje mu imię ORION. A l e d l a c z e g o T r o m p s o n m i a ł s e n o p s i e ??? Może dlatego, że mu się pies przyśnił ? skomentuj (5) 2004-11-13 14:43:20 Kocie smutki via sms 20.10.2004 21:31 Krocionog poszedl do krocionowego nieba. Kocham Cie bardzo, zatulam, zacalowuje i zacotylkochceszuje. Twoje Koty Kochane Rafał. skomentuj (1) 2004-10-04 12:05:07 Dzień Trompsona W czwartek 30 września odkryłem radość z dostawania - naprawdę, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek TAK cieszył się z prezentu. Koty Moje Kochane z okazji Dnia Chłopaka obdarowały mnie: - jedyną na świecie, bo wyprodukowaną specjalnie dla mnie koszulką z napisem "LET'S UNITE TONIGHT" - kto czytał wcześniej, to wie, o co chodzi oraz - "Obrazkiem z Rosiczką" narysowanym przez Kota - to jest coś takiego, jak "Dama z łasiczką", tylko że zamiast Damy jest Obrazek, a zamiast łasiczki - rosiczka. Na dole widnieje napis: "Drosera trompsoncifolia ssp. felisofilia", a niżej polska nazwa tej rośliny - "Rosiczka trompsońcolistna kociolubna". Od dziś nie ma dla mnie piękniejszej rośliny. Jest jeszcze jeden prezent, którego Rafał nie chce mi dać. Z tego, co wiem, miał być to wizerunek Kota, ale podobno wyszło UFO. Proszę Was, żebyście sprawili - groźbą, prośbą & perswazją, aby wspomniany rysunek dostał się w moje ręce. MUSZĘ GO MIEĆ!!! Żądajcie wydania rysunku Trompsonowi tutaj - na moim blogu, oraz na rafal-i-tomek.blog.pl Zjednoczmy się w słusznej sprawie !!! LET'S UNITE TONITE! skomentuj (3) 2004-08-29 17:01:56 Zakupy z Kotem Od przedprzedwczoraj Trompson stał się właścicielem i jedynym użytkownikiem: - spodni "YES All American" za 99zł - jeansy, model z rozszerzanymi nogawkami (N E O D Z W O N Y). Trochę za duże,ale się wrzuci do pralki na 90 stopni, to nabiorą odpowiednich rozmiarów. - koszulki 'Reporter' typu polo - granatowa - baaardzo Trompsonowi podoba, chociaż jest typu 'polo', czyli z przegranym kołnierzykiem... ale czerwono-białe paski na rękawach rekompensują obecność kołnierzyka - spodni by factoryoutlet o nazwie BOGART. Przecena z 59 na 39 zł. Kolor biało-niebiesko-sino-i-troszeczkę-szary. Bardzo jasne. Są kapitalnie piękne z jednego powodu - idealnie komponują się z kolorem - koszulki RIFLE w kolorze idealnego błękitu. Przecena z 59 na 35 zł. Idioci - ona warta jest stówę. Przypomina mi kolor z dzieciństwa. To kolor, na jaki panowie o marsowych twarzach i ciężkim alkoholowym oddechu malowali ogrodzenie przedszkola, do którego chodziłem. Mam ochotę rozpisywać się o swoim dzieciństwie, ale to nieważne, bo chodzi tylko o kolor. Weź turkus i usuń z niego całą zieleń - to jest moja nowa koszulka. - majtek, czyli tzw. slipów (to dziwne, ale nazwa 'slipy' sugeruje, że wspomniane odzienie jest przeznaczone do spania, chociaż nie wiem, kto śpi odziany w tzw. slipy - chyba jakiś pojeb, albo pijany do nieprzytomności... ja śpię nago, a inni używają piżam (alternatywna pisownia - pidżam). Nieważne. Od wczoraj posiadam 3 x ekskluzywno-wytworno-1000% bawelniane majtki w moim ulubionym bieliźniano=białym kolorze. Do tego niedrogie, eksperymentalne bladobłękitne x 2. Duopack skompilowany przeze mnie w supermarkecie real za 5,99. Ale to była pomyłka. - sześciu par skarpet bawełnianych frotte w kolorze czarno-szaro-niezdecydowanym + sześć par bawełnianych cienkich jasnoszarych. Nie jakieś superfajne, ale nie muszę już robić prania co trzy dni. Nabycie wyżej wspomnianych dóbr zasponsorował mój Ulubiony Teść, któremu z tego miejsca składam serdeczne podzięki. Teść Ulubiony to Tata mojego chłopaka, czyli Kota. Wiem, że nie obrazi się o to, że nazywam go Teściem, bo to facet z wystarczająco dużym poczuciem humoru. I wcale nie kazał kupować mi majtek, spodni, koszulek, skarpetek. O tym zdecydowały Koty. Przechwyciły gotówkę, bo Trompson przepuścił by ją na nową wypalarkę, kilka piw, papierosy i pizze w ulubionej pizzerii. Koty mądrzejsze od Trompsona, chociaż 2 x młodsze. Ale Koty też mają swoje głupioty, które Trompson wkrótce objawi. He he:) To na razie tyle. Ale bydźta z nami. P.S. Żeby Koty nie czuły się urażone, to napiszę i coś o nich... ot, taką grzecznościową formułkę: "Serdeczne podziekowania za towarzyszenie mi podczas zakupów zasyła wdzięczny Tomasz." Ale tego, że Koty wąchały mnie pod pachami w przymierzalni już nie napiszę. Albo tego, jak we wspomnianej przymierzalni lizałem Kota po klacie. Kot w gorące dni smakuje słono! Nie odważyliśmy się na więcej. Bo Kotek ciągle mówi: "nie, przestań!" Ale może następnym razem będzie inaczej? Bo skoro jakiś debil śpiewa 'i believe i can fly' i to wyznanie jest traktowane poważnie przez miliony ludzi, to dlaczego ja nie mogę zaśpiewać 'i belive i can make love in the przymierzalnia with Koty'? Czy ktoś mnie poprze? Bardzo proszę o pozytywne odpowiedzi. O poparcie. Liczy się każdy głos. To Ty decydujesz, gdzie Trompson z Kotem mają się kochać w przyszłym tygodniu! To zależy od Ciebie - pierwszy i ostatni raz!. Bądź decydentem. Pokieruj życiem innych ludzi. skomentuj (13) 2004-08-29 16:58:49 M i c r o c o s m o p e n i s. *Droga redakcjo! Czy jest jakies bezposrednie polaczenie miedzy moim penisem a kora mozgowa? **No cóż, takie połączenie uwarunkowane jest istnieniem ośrodka uczuć wyższych... i jest raczej jednokierunkowe, tzn przebiega od kory do penisa. W twoim przypadku nie zawracałbym sobie kory - podejrzewam, ze twoj penis podlaczony jest bezposrednio do rdzenia kregowego. *Ojej, czyli mam rozumieć, że mój penis stanowi integralną częsć systemu nerwowego?! **Ależ oczywiście :) *No dobrze. Czasem słyszy się powiedzenie "myśleć penisem". Nie rozumiem tego - przecież wszyscy wiedzą, ze myśli się mózgiem! ** To błąd! W wielu przypadkach właśnie penis staje sie centralnym organem układu nerwowego. W żołędzi, pod wpływem odpowiednio intensywnych bodźców wykształca się kora hujowa (penis cortex), w której zagnieżdzają się te wszystkie emocje, z których jesteś dumny. To wlasnie tam mieszka bezwarunkowa milosc. Miłosierdzie, patriotyzm, uczciwość - te wszystkie cechy, jeśli z jakiegoś powodu nie mogą zagnieździć się w korze mózgowej, znajdują schronienie w penis cortex. *Jeeezu skomentuj (0) 2004-07-19 16:14:03 Let's unite tonite 'LET'S UNITE TONITE' Bjorkówna to wymyśliśła. Fajne. Jeśli znajdę w miarę czysta podkoszulkę, to ją właśnie w te słowa udekoruję - LET'S UNITE TONIGHT. Wiem, że junajtowanie się między dwoma osobnikami nie jest czymś niezwykłym - ale ja się junajtuję z Kotem, czyli osobnikiem tej samej płci, co ja. Dlaczego? Miłość, Love, Flamme czy der Liebe... Kot, to Rafał. Ja, to Tomek. Chcecie wiedzieć, co robimy, gdy jesteśmy razem? "Niedoczekanie wasze" = tak powiedziałyby Koty. Ja powiem Wam więcej - "Niedo-kurwa-czekanie wasze". Zresztą - nie będę taki tajemniczy - bo to proste - pzeważnie WE'RE UNITED TONITE. skomentuj (2) 2004-07-19 16:13:20 Podchody do Kociej rodziny. W niedzielę, czyli tydzień temu, byłem u Kota na czereśniach. Tzn. byłem w Kocim domu drugi raz. Kocia Mama przygotowała obiad. Koci Tata był fajny. Koci brat był... jakby go nie było. A sam Kot był moim Kochanym Kotem. Pokazywał mi, jak fruwają jego karaluchy (Jezu...!), jak rosną jego rosiczki, kapusty wodne i inne, przeważnie uziemione rośliny. Poszliśmy na sam koniec Kociej posiadłości - za owocowym sadem jest duuuużo łąki i widać horyzont - tzn. tylko niebo i ziemię. To fajny widok, chociaż Kotu się nie podoba. Chciałem iść w kierunku, gdzie ziemia łączy się z niebem... ale Koty bały. Pokazały mi za to motyla, który jest całkiem biały - naprawdę - skrzydła, odwłok, łapy - wszystko białe! I to białe w dodatku lata... ma swoje sprawy i nie lubi, kiedy Koty biorą go w ręce. Poza tym Koty złapały z dziesięć innych owadów - nie wiem, jak on to robi. Koniki polne, kucyki polne, delfiny polne... wszelakie skoczki polne, których ja nie widzę, a On tak. Co tam jeszcze... byliśmy w malinowym chruśniaku (właściwie poziomkowym). Ale skończyło się na tym, że Kot dawał mi poziomki. Zero seksu. Koty bały. Zresztą ja też... a nuż Teść lub Teściowa wybiorą się do sadu? Poziomki były dobre. A Kot jeszcze lepszy. Smakowity. Nadpoziomkowy. Nadczereśniowy. Dobra, kocham go i tyle. skomentuj (1) |
|